Pisanie książki to proces. Ciężki, skomplikowany i pełen błędów. Ja też ich nie uniknęłam. Piszę o nich otwarcie, bo kiedy zaczynałam, bardzo brakowało mi kogoś, kto powie: „uważaj, tu się potkniesz”.
Błąd 1. Pisałam bez gotowego planu
Miałam świat. Miałam kompendium: planety, technologie, postacie, ich przeszłość. Miałam początek i mniej więcej wiedziałam, dokąd chcę dojść. Nie miałam za to planu wydarzeń rozdział po rozdziale.
Skutek? Kilka razy wpisałam się w ślepą uliczkę. Wprowadzałam wątki, które potem nie miały dokąd prowadzić. Musiałam wracać i przepisywać wcześniejsze rozdziały, żeby wszystko się spinało.
Co robię dziś: zaczynam od mapy myśli z głównymi wątkami i postaciami, a potem rozpisuję plan wydarzeń. Nie trzymam się go niewolniczo, bo bohaterowie lubią mieć własne zdanie. Ale wiem, dokąd idę.
Błąd 2. Poprawiałam bez końca
Wracałam do pierwszych rozdziałów w nieskończoność. Poprawiałam dialogi, opisy, pojedyncze zdania. Każdy rozdział musiał być idealny, zanim napisałam następny. A że zawsze znajdowałam coś do poprawienia, książka stawała w miejscu.
W pewnym momencie zadałam sobie pytanie: czy naprawdę tworzę książkę, czy tylko szukam wymówki, żeby jej nigdy nie skończyć?
Co robię dziś: najpierw całość, potem poprawki. Jeśli wiem, że scena wymaga zmian, zostawiam sobie notatkę i piszę dalej. Na poprawki przyjdzie czas po skończeniu pierwszej wersji, a potem przy redakcji.
Błąd 3. Zmuszałam się do pisania
Czytałam, że prawdziwy pisarz pisze codziennie. Więc siadałam do komputera codziennie, nawet kiedy w głowie miałam kompletną pustkę. Patrzyłam w migający kursor. Wyciskałam z siebie zdania. A następnego dnia kasowałam większość z nich, bo były płaskie i bez życia.
Pisanie na siłę nie tylko dawało słabe teksty. Odbierało mi też radość z czegoś, co kocham.
Co robię dziś: nie zmuszam się do pisania codziennie. Piszę zwykle rano, kiedy mam najwięcej energii, ale jeśli nie ma weny, nie walczę. Robię wtedy coś innego dla książki: dopracowuję świat, notuję pomysły w dzienniku pisarskim albo czytam. Kiedy wracam do tekstu, piszę szybciej i lepiej.
Czy żałuję
Nie. Te błędy kosztowały mnie miesiące, ale nauczyły więcej niż jakikolwiek poradnik. Drugą książkę będę pisać już inaczej. I wiem, że przy niej znajdę nowe błędy do popełnienia.
Co wyszło z tej pełnej potknięć drogi, pokażę Ci już niedługo. Więcej o książce znajdziesz na stronie „ZRESETOWANEJ”.
A Ty? Jaki błąd popełniłaś przy swoim pierwszym większym projekcie?